spis treści
 wiadomości

 
 Mikronezja

focus

Pierwszy badacz Mikronezji
16.02.2003

Wędrując wzdłuż starych, starannie ułożonych murów, trafiłem w pewnej chwili na furtę. Zajrzałem. Na zaniedbanym, porośniętym trawą dziedzińcu tkwiła sterta niedbale ułożonych ciosów bazaltowych zwieńczona przekrzywionym głazem z przymocowaną doń spiżową tablicą. Podszedłem bliżej na wysokości piersi miałem portert mężczyzny w okularach, a pod spodem napis "Joh. Stanislaus Kubary. 13 Nov. 1846 Oct. 1896". A więc jednak!

Pół obwodu kuli ziemskiej dzieli ten pomnik od warszawskiego domu "Pod Królami", z ktorego wyjechał Kubary. Pół obwodu Ziemi i prawie sto lat od śmierci tego człowieka. W tym przedziale czasu i przestrzeni mieści się ogromna praca osamotnionego w wyspiarskim świecie Polaka w służbie niemieckiej.

Joh. Stanislaus Kubary - data urodzin, data śmierci. Tylko tyle. Dorobek naukowy, zmagania z nieprzychylnym losem, klęski i niekłe radości tego człowieka - utonęły w ciemnej rzece minionego czasu. Niewiele informacji dotarło do potomnych. Jego troski, bóle utknęły w pożółkłych kartkach listów, jego uczucia wyblakły jak papier, na którym je spisano. Jedynie prace naukowe wciąż są żywe, coraz istotniejsze dla uczonych.

Największy znawca Karolin

Jan Stanisław Kubary żył niespełna pięćdziesiąt lat, i przeszło połowę swego życia spędził w Oceanii. Żaden ze znanych w etnografii uczonych, badaczy, podróżników nie poświęcił tak dużo czasu na badanie jakiegokolwiek obszaru. Na Mikronezji, w samym Archipelagu Karolińskim, spędził Kubary siedemnaście lat. Minęło niespełna sto lat od śmierci Polaka, a wyniki jego badań dla światowej nauki przedstawiają bezcenne wartości, między innymi dlatego, że świat, który oglądał Kubary, już nie istnieje.

Cywilizacja białych, a potem wojenna zawierucha zmiotły bez śladu kulturę materialną, a także, niestety, większość mieszkańców wyspiarskich mikrokosmosów. Ale też dzisiaj żądne poważne dzieło o Mikronezji nie może ukazać się bez zwrotów w rodzaju "jak sądził Kubary", "co stwierdził Kubary" itp. Współcześni mu luminarze nauki, tacy jak A. Kramer, A. Bastian, F.W. Christian i inni głosili o nim opinie, którymi mógłby się chlubić każdy badacz:

"Dla zbadania Wysp Karolińskich Kubary położył nieśmiertelne zasługi". "Kubary zrobił dla eksploracji Mikronezji więcej niż ktokolwiek przed nim i po nim". "Prace Kubarego są podstawą, na której każda dalsza praca o tych wyspach musi się opierać". "W Kubarym umiera największy znawca Karolin".

Z polskiego domu

Kim był ów wybitny badacz i jakie okoliczności złożyły się na jego zadziwiający dorobek oraz pozycję wśród badaczy Oceanii? Jan Stanisław Kubary urodził się 13 listopada 1846 r. w Warszawie. Jego ojciec, Stanisław, był lokajem, matka, Tekla - pochodzenia niemieckiego - zajmowała się domem. Kiedy chłopiec miał lat sześć, zmarł mu ojciec i matka ponownie wyszła za mąż, za warszawskiego szewca Tomasza Marcinkiewicza. Ojczym miał warsztat przy ulicy Daniłowiczowskiej, pod ósmym, czyli w znanym domu "Pod Królami". Tam też spędził młodość przyszły badacz odległych wysp.

Dom pana Marcinkiewicza był domem patriotycznym, na wskroś polskim. Nic więc dziwnego, że z chwilą wybuchu powstania styczniowego w roku 1863 Jan Stanisław Kubary, jako młodzieniec będący w szóstej klasie gimnazjalnej, wziął w nim czynny udział, mimo młodego wieku pełniąc odpowiedzialne funkcje.

Rozterki agenta

Po upadku powstania Kubary wraz z falą uchodźców znalazł się w Dreźnie. Tam, w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach, został... konfidentem poselstwa rosyjskiego. Ta zdumiewająca przemiana patrioty w nędznego donosiciela pasjonuje historyków do dziś. Ogólnie sądzi się, że do tego kroku pchnęła młodego przecież człowieka (Kubary miał wówczas siedemnaście lat) tęsknota za matką i chęć powrotu do Warszawy, a być może także perswazja krewnych mieszkających w Niemczech. Niezależnie od prawdziwych powodów, o których pewnie się już nie dowiemy, współpraca z carską policją trwała rónież po powrocie do Warszawy. Kubary w rękach doświadczonych agentów, poddany zapewne wymuszeniom i szantażowi, szpiegował swoich kolegów już jako student medycyny w Szkole Głównej.

Ta żałosna kariera musiała wiele kosztować Kubarego, który nie wywiązywał się chyba dobrze ze swoich smutnych obowiązków, skoro aresztowano go w końcu i skazano na wywiezienie w głąb Rosji. Przed wywózką uratowała go obietnica dalszej współpracy z policją. Ostatecznie jednak młody człowiek, nie mogąc sobie zapewne poradzić z komplikacjami życia w Warszawie wybrał rozwiązanie radykalne: ucieczkę. Żegnając się z matką tylko za pośrednictwem listu, w marcu 1868 roku wyrusza pieszo(!) do Berlina, gdzie mieszkali wówczas krewni matki. (...)

Kaprys "Króla Pacyfiku"

W roku 1869 po wielu perypetiach Kubary w poszukiwaniu pracy przybywa do Hamburga i za pośrednictwem nowych przyjaciół trafia do wielkiego domu handlowego "J.C. Godeffroy i Syn". Był to szczególny organizm gospodarczy. Filie Godeffroya działay w Ameryce, w Chile, na Kubie i w Oceanii. Niezależnie od tego przedsiębiorstwo posiadało udziały w bankach i w przemyśle. Dom Godeffroya stał się w tym czasie nie tylko prężną organizacją handlową, ale również mecenasem sztuki i nauki. Dzieki Godeffroyowi VII powstało słynne później muzeum historii naturalnej, zaczęły się ukazywać czasopisma naukowe oraz angażowano naukowców i zbieraczy okazóprzyrodniczych i etnograficznych z Mórz Południowych.

"Król Pacyfiku", jak nazywano Godeffroya, robił na Pacyfiku kokosowe interesy dosłownie i w przenośni. Stać go było na fantazję zajmowania sie etnografią. Kaprys ten zresztą wiele dobrego przyniósł nauce. Właściciel takiej to więc firmy szczęśliwie docenił Kubarego i zatrudnił go od dnia 1 kwietnia 1869 roku w charakterze zbieracza okazów na Oceanie Spokojnym dla muzeum Godeffroya. Ponadto Kubary miał zaleconą współpracę z czasopismami wydawanymi przez Godeffroya.

Miesiąc później, z kontraktem opiewającym na pięć lat, Kubary rusza na pokładzie statku "Wandrahm" na Samoa, wyspy zwane wówczas Żeglarskimi. Otwiera się kolejny ważny etap w życiu dwudziestoletniego człowieka, z którego pochodzi nieporadny wiersz adresowany do matki. Oto jego fragment:

"...Mój Boże! Ja biedny, ja wygnaniec marny!
Kto mnie żegnał? Dla Niemiec niestety!
Mnie, mnie biednego, żegnał orzeł czarny
i wystrzał przyjazny niemieckiej korwety.
Gdyby tam na drzewcu błysnął orzeł biały,
Jakże byłbym szczęśliwy! a jaki zuchwały!


Śmierć w niepamięci

Podróż Kubarego do Samoa trwała sto trzydzieści dni i otworzyła najważniejszą epokę w życiu Polaka. O jego pracy naukowej, przygodach, o bolesnych niespodziankach, jakich Kubaremu nie szczędził los na wyspach Pacyfiku, można by bez trudu napisać oddzielną książkę. W największym jednak skrócie trzeba powiedzieć, że po trzydziestu niemal latach pracy Polak nie miał literalnie nic, z wyjątkiem ofiarnej żony i zrujnowanego zdrowia. W dniu 9 października 1896 roku Jana Stanisława Kubarego znaleziono martwego na grobie syna. Niezmordowany badacz Oceanii zginął najprawdopodobniej z własnej ręki na ukochanej wyspie Pohnpei.

Redaktor jego prac J.D.E. Schmeltz szczerze zaprzyjaźniony z Polakiem, żegnał w nekrologu "znanego wszystkim etnografom z najlepszej sławy, badacza... który... posiadał dar zniżania się do krajowców i uzyskiwania ich zaufania, którego naintymniejsze tajemnice wnikał".

W Polsce Ludwik Krzywicki napisał: "Umarł badacz, o którym może to i owo wiadome naszemu krajowi, ale wątpię, czy u nas pojęto całą wartość poszukiwań jego. Etnograf ów cieszył się rozgłośnionym imieniem w świecie naukowym, choć nie takim, na jakie zasłużył..."

A kilkanaście lat później profesor K. Stołyhwo jakby kontynuował tę myśl. "Ze wstydem należy też przyznać, że w kraju naszym prawie nie wiedziano o znakomitym rodaku, który chociaż tworzył przeważnie w języku obcym, lecz myślał po polsku, jak o tym świadczy jego sposób pisania po niemiecku, uważał się za Polaka i marzył o powrocie do ojczyzny. W Niemczech również długie lata czekał Kubary na sprawiedliwą i należna mu ocenę: w końcu oceniono go jednak i po śmierci zaczęto nawet zbierać składki na wzniesienie pomnika zasłużonemu etnografowi "niemieckiemu". Nie tylko więc wywłaszczają nas Niemcy z ziemi, lecz i z plonu naukowego, anektując na korzyść swoją najcenniejsze okazy kultury naszej, to jest jednostki twórcze w nauce. A do takich właśnie twórców należał Kubary. I stała się rzecz nieodżałowana, że zmuszony był wśród obcych pracować i tworzyć, i że obca zagarnęła go kultura".

Imię utrwalone w ptakach

"Dziś wielkość Kubarego w badaniach Mikronezji jest bezdyskusyjna. Za poważny uważa się również wkład Polaka w kartografię tych wysp i wiedzę o ich faunie. Nikt nie kwestionuje też faktu, że większość istniejących w Europie zbiotrów etnograficznych z Karolin muzea zawdzięczają właśnie polskiemu badaczowi. Wielkie są również jego zasługi w poznaniu języków i dialektów Oceanii. Jego osiągnięcia uczczono skromnym pomnikiem wzniesionym badaczowi na Pohnpei, a także nadaniem jego imienia górze na Nowej Gwinei - Kubary-berg. Jego imię jest również utrwalone w ornitologii, entomologii i konchologii, za pomocą łacińskich nazw wielu okazów, jak na przykłąd: muszla - Papuina kubaryi, owad - Phybalosoma kubaryi, ptak - Corvus kubaryi".

Fragment książki Janusza Wolniewicza "Wyspy szmaragdowego Pacyfiku"
Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1985.
Śródtytuły pochodzą od redakcji

 mapa regionu
 gdzie po wizę
 linki
 
Gdzie wstaje świt?
Oficjalnie Nowy Rok najwcześniej przychodzi do Republiki Kiribati położonej w centralnej części Oceanu Spokojnego. Ale gdyby nie polityka, każdy rok witaliby najpierw mieszkańcy Nowej Zelandii.

spis treścigdzie po wizęo stroniekontaktenglish