spis treści
 wiadomości

 
 Palau

focus

Walka o przyszłość
16.12.2002

Palau przeżywa nienotowany wcześniej boom inwestycyjny. Czy rozwój kraju zniszczy kruchą równowagę naturalną, tak cenioną przez turystów?

W dziewiątym roku swej niezależności, Palau stoi przed wielkim wyzwaniem. Na szali losów republiki z jednej strony leży pokusa coraz większych zysków z obsługi rosnącego ruchu turystycznego, z drugiej piękno środowiska naturalnego. Zachowanie równowagi między rozbudową infrastruktury a czystością wody i powietrza będzie kluczem do wielkiego sukcesu młodego państwa. Jeśli się to nie powiedzie, świat zapomni o Palau zanim na dobre o nim usłyszy.

Rafa generuje zysk

Niewielka grupa wysp, położona w zachodniej części wielkiego archipelagu Karolinów, na wschód od Filipin i południe od Indonezji, od niedawna jest prawdziwą Mekką dla turystów. Szczególne wrażenie wzbudza u wszystkich tych, którzy poszukują wrażeń pod wodą. Goście z całego świata przyjeżdżają tu przede wszystkim, by podziwiać wspaniałą palauańską rafę koralową. Jej piękno przewyższa ponoć wszystkie inne tego typu atrakcje na świecie, łączne ze słynną Wielką Rafą u wybrzeży Australii.

Dzięki rafie i dziesiątkom firm oferujących podwodne wycieczki, turystyka jest największym prywatnym sektorem gospodarki Palau. Jednak zdaniem rządu, wciąż jeszcze jest to sektor bardzo słaby i chwiejny. Wyraźnie odbił się na nim kryzys gospodarczy w Azji i światowy kryzys turystyczny wywołany atakami terrorystycznymi z 11 września 2001 r. O ile jeszcze w 1997 r. odwiedziło Palau ponad 73 tys. osób, o tyle w zeszłym roku było ich już tylko niewiele ponad 64 tys.

Ułatwić życie inwestorom

Głównym konkurentem dla turystyki pozostaje sektor publiczny. Dzięki dotacjom rządu amerykańskiego, zagwarantowanym przez umowę stowarzyszeniową z 1994 r., rząd Palau generuje aż 38 proc. Produktu Krajowego Brutto. Ta sytuacja zmieni się jednak już w 2009 r., kiedy USA przestaną przysyłać pieniądze. Do tego czasu gospodarka Palau musi zostać zreformowana, tak by mogła poradzić sobie sama.

Prezydent Tommy E. Remengesau ma tego świadomość i powtarza, że potrzebne są reformy strukturalne. Przede wszystkim zamierza zliberalizować prawo ograniczające inwestycje finansowane przez zagraniczny kapitał. Obecnie właścicielami większości rodzajów firm (w tym handlowych, budowlanych i związanych z turystyką) mogą być wyłącznie obywatele Palau. Tym jednak często brakuje wystarczających zasobów finansowych do uruchomienia poważnego przedsięwzięcia. Niektórzy inwestorzy z Japonii lub USA obchodzą przepisy tworząc spółki z miejscowymi biznesmenami i wystawiając ich do oficjalnych kontaktów z urzędami. Wiele dużych firm uznaje jednak, że utrudnienia są niewarte zachodu i przenosi swe interesy do innych krajów.

Hotele, czy oczyszczalnie?

Wielu wyborców prezydenta sądzi, że przepisy powinny być tak skonstruowane, żeby ułatwiały przede wszystkim rozwój sektora szeroko pojętej rozrywki i rekreacji. "To czego naprawdę potrzebujemy, to więcej dobrych hoteli" - mówi właściciel prężnej firmy developerskiej, a przy okazji senator Alan Seid. Jego zdaniem Palau powinno także zaoferować turystom inne atrakcje niż nurkowanie, np. pola do gry w golfa. Senator ma już na oku spory kawałek ziemi, gdzie chciałby wybudować pierwsze na wyspach pole golfowe, otoczone ekskluzywnymi willami. "Musimy iść w takim kierunku, żeby przyciągnąć turystów, którzy nie chcą lub nie potrafią nurkować" - mówi Seid.

Z takim podejściem do przyszłości kraju nie chce się zgodzić Mary Anne Delemel, szefowa Palau Visitors Authority, czyli Urzędu Promocji Turystyki. Jej zdaniem gwałtowny wzrost ruchu turystycznego z pewnością źle odbije się na środowisku. "Rafy, które są głównym powodem przyjazdu turystów do Palau, już teraz nie wytrzymują zainteresowania ze strony ludzi, a co będzie jak wybudujemy jeszcze kilkanaście hoteli i zacznie przyjeżdżać dwa lub trzy razy więcej chętnych do nurkowania?" - retorycznie pyta Mary Anne Delemel. "Sądzę, że powinniśmy skoncentrować się na rozwijaniu najdroższego i najbardziej ekskluzywnego sektora usług turystycznych, a nie nastawiać na turystykę masową" - dodaje.

Youlsau Bells, szef Krajowego Biura Ochrony Środowiska Naturalnego opracował plan tzw. zrównoważonej turystyki, która przynosi dochód państwu i obywatelom, ale nie stanowi zagrożenia dla rafy i oceanu. Podstawą planu jest koordynacja działań: rząd w porozumieniu z Biurem miałby prawo do wyznaczania i limitowania miejsc, w których można nurkować, przez co mógłby chronić najbardziej zagrożone rejony. Dzięki zachętom podatkowym mógłby też zainteresować operatorów turystycznych alternatywnymi dla nurkowania rodzajami rozrywki, np. wspinaniem na skałki, wycieczkami rowerowymi, czy obozami folklorystycznymi. Plan Bellsa przewiduje również przeznaczanie znacznej części dochodów z turystyki na poprawę infrastruktury ekologicznej, w tym oczyszczalnie ścieków i elektrownie wiatrowe.

Lekcja z Guam

"Jest szansa, że uratujemy nasze środowisko, bo mamy to szczęście, że możemy uczyć się na cudzych błędach" - mówi dyrektor Bells, mając na myśli sąsiedni Guam. Amerykańska wyspa jest obiektem zazdrości wielu mieszkańców Palau, ze względu na jej popularność wśród turystów i - co za tym idzie - zamożność. W ciągu ostatnich 30 lat Guam wypromowało swoje walory tak skutecznie, że obecnie odwiedza je 1,3 mln gości rocznie, głównie z USA i Japonii. Dzięki temu dochody na głowę mieszkańca osiągają tam rekordowy w Oceanii poziom 20 tys. USD, co w Palau - nie najbiedniejszym przecież (ponad 6,7 tys. USD na głowę) - robi olbrzymie wrażenie.

Ekolodzy podkreślają jednak, że sukcesy gospodarcze okupione zostały ogromnymi zniszczeniami ekologicznymi. Niemal cała rafa koralowa wokół Guam została zniszczona przez rozbudowę portów czy hotelowych nabrzeży, albo obumarła z powodu zanieczyszczenia wody i zbyt intensywnego ruchu nurkowego. Wymarła też większość dzikich zwierząt i teraz na wyspie spotkać można właściwie tylko udomowione psy, konie i krowy. "To jest straszne. A pamiętam jeszcze jak Guam wyglądało 30 lat temu" - mówi Mary Anne Delemel. "Wyglądało dokładnie tak jak dziś wygląda Palau".

Zdaniem Stevena Daugherty'ego, który pracuje jako asystent prokuratora generalnego, a po pracy działa w ekologicznej organizacji Palau's Environmental Quality Protection Board, Palau przeżywa właśnie swoje pięć minut i tylko od jego mieszkańców zależy, czy je wykorzysta. "Najważniejsze pytanie brzmi: czy wystarczy nam wyobraźni, żeby w poszukiwaniu szybkiego zysku nie zmarnować sobie przyszłości" - mówi Steven. "Co nam po tym, że będziemy mieli pieniądze, jeśli za kilka lat będziemy musieli się wyprowadzić z naszego kraju, bo tu nie da się żyć?"

Przemysław Przybylski

 mapa regionu
 gdzie po wizę
 linki
 
Żarty z Kiribati
USA zamierzają zaatakować Kiribati - poinformował jeden z nowozelandzkich serwisów internetowych. Informacja wywołała panikę wśród mieszkańców wyspiarskiego państwa i dodała ognia kampanii przed wyborami prezydenta.

spis treścigdzie po wizęo stroniekontaktenglish