Oceania
 spis treści
 wiadomości

 
 Niue
 Fidżi
 Kiribati
 Samoa
 Wyspy Cooka
 Wyspy Marshalla
 Wyspy Salomona

focus

Dlaczego ludzie uciekają z wysp?
16.01.2004

Sytuacja w Niue po niedawnym ataku cyklonu, to przykład problemów z jakimi borykać się muszą władze niemal wszystkich państw na Pacyfiku. Korzystając z różnych pretekstów, wyspiarze uciekają: do Australii, Nowej Zelandii, Ameryki. Przyczyn możemy się jedynie domyślać.


Przyszłość mikropaństw Oceanii stanęła ostatnio pod poważnym znakiem zapytania. Podczas ostatniego szczytu regionalnej organizacji Pacific Islands Forum, Australia zaproponowała, by ograniczyć niektóre kompetencje lokalnych władz i część spraw oddać pod wspólny zarząd. Członkowie Forum mogliby w ten sposób prowadzić np. wspólną politykę zagraniczną i negocjować umowy handlowe m.in. z Unią Europejską i USA.
Żadne decyzje jeszcze nie zapadły, ale być może jest szansa na powodzenie tej inicjatywy, bo ostro zaprotestowała tylko Papua-Nowa Gwinea. Inne państwa obiecały rozważyć propozycj
Oddalone od szlaków żeglownych, trudno dostępne nawet samolotem, wyspiarskie kraje Oceanii pozostają na uboczu świata i nie mają żadnych atutów, by go sobą zainteresować. Większość z nich jest zbyt słaba i biedna by zapewnić swoim mieszkańcom godziwe warunki życia. Dlatego ci coraz częściej wybierają życie gdzie indziej.

W dużej mierze winę za taki stan rzeczy ponosi historia. Podział polityczny wysp Oceanii, stanowi rezultat niekończących się konfliktów od czasu wypraw Jamesa Cooka po lata II wojny światowej. Przez wieki ścierały się tu antagonizmy niemal wszystkich morskich potęg świata doby Wielkich Odkryć Geograficznych, dodatkowo skomplikowane późniejszą ekspansją kolonialną Niemiec, Japonii i Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Kolonizatorzy wykorzystywali wyspy jako tanie źródło surowców i siły roboczej, zamieniając tubylców w niewolników, niszcząc z pasją ich kulturę i obyczaje. Z wyjątkiem Japonii, żaden kraj nie dbał o rozwój infrastruktury. Skutki odczuwalne są do dzisiaj - brakuje dobrze wyposażonych przystani, lotnisk, szkół i szpitali, bywają nawet problemy z dostępem do elektryczności i bieżącej wody.

Życia nie ułatwia geografia. Obszar lądowy wszystkich krajów regionu, to najczęściej rozrzucone po oceanie niewielkie atole koralowe, znacznie rzadziej wyspy pochodzenia wulkanicznego lub wyniesienia kontynentalne. Miejsca często jest zbyt mało dla samych mieszkańców, cóż dopiero mówić o prowadzeniu poważnej działalności gospodarczej.

Prywatni inwestorzy nie są zainteresowani zakładaniem fabryk (wyjątek stanowią Północne Mariany, gdzie rozwija się przemysł lekki), bo nie dość, że ciasno, to jeszcze z powodu oddalenia od światowych centrów handlowych, koszty transportu towarów osiągają niebotyczne wyżyny. Efekt - brak dochodów, bezrobocie, nuda, przestępczość.

- Niewątpliwie postkolonialny charakter państw Oceanii wpływa na ich słabość, a ukształtowanie geograficzne nie ułatwia rozwiązywania problemów. Ale sądzę, że jest tu jeszcze jedna kwestia. Elity tych kraików nie mają chyba pomysłu na to czym powinny się zajmować. Po euforii związanej z uzyskaniem niezależności przed dwudziestu, czy trzydziestu laty, teraz wyraźnie brakuje im jakieś spójnej strategii, celu, do którego mogłyby dążyć - uważa prof. Dorice Reid z Uniwesytetu Południowego Pacyfiku w Suwie, Fidżi.

Niestabilność i korupcja

Brak strategii elity zastępują sobie walką o stołki i związane z nimi przywileje. Dobrym przykładem mogą być tu Wyspy Cooka, które w ciągu trzech ostatnich lat miały cztery nowe rządy. Żaden nie zdołał wprowadzić w życie zapowiadanego planu reform. Kadencje upływały im głównie na kłótniach z opozycją i wzajemnych pretensjach ministrów.

- Polityka w małych, wyspiarskich państewkach często ma charakter personalny. Konflikty rodzą się bardziej na linii osobistych urazów, niż przekonań politycznych - tłumaczy Jason Brown, komentator miesięcznika "Pacific Magazine". Jego zdaniem normalną sytuacją jest fala emigracji np. po porażce lidera partii w wyborach.

Na poparcie swojej teorii Brown wskazuje, że najwięcej mieszkańców opuściło Wyspy Cooka w 1999 r. kiedy do rezygnacji zmuszony został ówczesny premier Geoffrey Henry, a nie w połowie lat 90., kiedy kraj przeżywał poważny kryzys gospodarczy. W tym czasie populacja na Wyspach zmalała o 2 tys. osób, z 14.900 do 12.900. Sam Henry (dziś ponownie u władzy, w roli wicepremiera) przyznaje, że jego publicznie ujawniane rozgoryczenie mogło mieć wpływ na wielu obywateli, zwłaszcza słabiej wykształconych i pracujących fizycznie.

Niestabilne rządy nie sprzyjają rozwojowi demokracji, służą za to korupcji i wykorzystywaniu stanowisk państwowych do realizacji prywatnych interesów (na Wyspach Cooka przede wszystkim o to właśnie toczą się wojny na linii rząd-opozycja). Cierpią na tym nie tylko obywatele, ale także potencjalni inwestorzy, a nawet turyści, bo niesprawny aparat administracyjny nie jest w stanie odpowiednio reagować na ich potrzeby.

Do kłopotów politycznych dochodzą częste konflikty na tle etnicznym i wojny domowe. Dość wspomnieć o pięcioletniej wojnie domowej na Guadalcanal w Wyspach Salomona, zakończonej niedawną interwencją sił pokojowych. Ocenia się, że tylko w ciągu ostatnich dwóch lat z powodu tej wojny wyjechało z kraju około 15 proc. ze 150-tysięcznej społeczności Salomończyków.

Bo życie jest za drogie

Wśród przyczyn ucieczki z wysp, ważne miejsce zajmują również wysokie koszty życia. O ile nawet dla turystów z Europy czy Ameryki niektóre kraje - jak Fidżi czy Samoa - nie wydają się zbyt drogie, to ich mieszkańcy często widzą to inaczej.

Dla porównania stosunku płac i cen znów warto wykorzystać Wyspy Cooka. Minimalna pensja wynosi tam równowartość 2 USD, a bochenek chleba kosztuje 1,5 USD. Dla porównania Nowozelandczycy dostają co najmniej 4 USD za godzinę, a za chleb płacą 0,70 USD. Nic dziwnego, że Wyspiarze korzystają ze swoich nowozelandzkich paszportów i emigrują. Za granicą mieszka ich już ponad 65 tys., czyli 3,5 razy więcej niż w ojczyźnie.

Kto nie może wyjechać za granicę, szuka szczęścia chociaż w stolicy swojego kraju. Najlepiej widać to w Kiribati. 30-tysięczne stołeczne miasto Bairiki ledwie mieści się już na wyspie Tarawa, a zagęszczenie ludności przek racza wszelkie normy. Mieszkańcy mniejszych wysp Kiribati przyjeżdżają tu z nadzieją na pracę i łatwiejsze życie. W stolicy wcale jednak o pracę nie łatwo, a życie wcale nie jest mniej ciężkie. Dlatego większość przyjezdnych snuje się całymi dniami bez celu, żebrząc lub podkradając jedzenie ze sklepów.

Podobnie wygląda atol Ebeye należący do Wysp Marshalla. Mieszkają na nim tubylcy zatrudnieni przez armię amerykańską w wielkiej bazie Kwajalein. Amerykański podróżnik Olivier Sacks tak wspomina go w jednej ze swych książek: "Blisko piętnaście tysięcy robotników gnieździ się na kawałku lądu o powierzchni ćwierci kilometra kwadratowego (1,5 km długości, 180 m szerokości). Przyjeżdżają w poszukiwaniu pracy i żyją w kartonowych chatach, nękani chorobami i brudem, bo na inne życie po prostu ich nie stać".

Linie lotnicze, które obsługują połączenia z Wyspami Marshalla zadają sobie sporo trudu, żeby ukryć ten widok przed wzrokiem pasażerów. Samoloty szerokim łukiem omijają Ebeye i podchodzą do lądowania na lotnisku w Kwajalein od drugiej strony. Nic dziwnego. Nawet jeśli widokówki z Oceanii, z białymi plażami i smukłymi palmami przypominają rajskie obrazki, dla wielu mieszkańców wyspy kojarzą się raczej z piekłem.

Przemysław Przybylski

CZYTAJ TAKŻE:
 
Koniec Niue - relacja z wyludniającej się wyspy
 Więcej o sytuacji na Niue (po angielsku)
 mapa regionu
 gdzie po wizę
 linki
 
Koniec Niue
Władze Niue obawiają się, że kraj może stracić swoją autonomię wobec Nowej Zelandii. Powód to masowa emigracja mieszkańców, którzy nie chcą mieszkać w zniszczonym kraju.

spis treścigdzie po wizęo stroniekontaktenglish