spis treści
 wiadomości

 
 Mikronezja

focus

Nan Madol - zagubione miasto
6.11.2005

Nie ma na naszej planecie nic, co mogłoby się równać z Nan Madol, starożytną opuszczoną konstrukcją, składającą się z blisko stu sztucznych wysp połączonych niezliczonymi kanałami. Kiedy powstała, czemu służyła i dlaczego została opuszczona - tego nikt dokładnie nie wie. Odwiedźmy to dziwne miejsce z Olivierem Sacksem, amerykańskim lekarzem neurologiem i pisarzem-podróżnikiem.

Kiedy zbliżaliśmy się do budowli Nan Madol (bardzo powoli, bo woda była płytka, a żeglowne drogi wąskie), zaczynaliśmy widzieć szczegóły ścian, ogromne heksagonalne kolumny z czarnego bazaltu tak precyzyjnie połączone i dopasowane, że przetrwały burze i ataki morza oraz grabieże.




Nan Madol - nazywany "Wenecją Pacyfiku" kompleks ruin starożytnego miasta na Pohnpei - głównej wyspie Mikronezji. Jest symbolem osiągnięć nieznanej kultury megalitycznej z XII w. (choć znany niemiecki badacz UFO Erich von Daniken, Nan Madol jest dziełem cywilizacji pozaziemskiej. Szczegóły w książce "Siejba i Kosmos. ślady i plany inteligencji pozaziemskich").
Turyści do Nan Madol najłatwiej mogą dotrzeć łodzią z Kolonii, płynąc wokół wyspy wewnątrz pierścienia rafy. Jak podaje w swoim serwisie podróżnik Wojciech Dąbrowski - miejscowe agencje turystyczne organizują za 40 USD całodzienne wycieczki zahaczające po drodze o wodospady Kepirohi Falls i maleńką wysepkę oferującą dobre warunki do snorkelingu.
Przed wycieczką koniecznie trzeba jednak przestudiować miejscową prasę, a dokładniej - rubryki z godzinami przypływów (tides). Na terenie ruin najlepiej znaleźć się bowiem w momencie najwyższego poziomu wody - wtedy pływając kanałami można więcej zobaczyć. O innych porach dnia dotrzeć można zazwyczaj tylko do najlepiej zachowanej budowli: Nan Duwas stojącej na skraju kompleksu.
Komu spodoba się Nan Madol powinien obejrzeć także inne tego typu atrakcje, których w okolicy Pohnpei nie brakuje: bazaltowe ruiny na Kosrae, ogromne kamienie taga na Tinian w Marianach Północnych, lub pięciotonowe kamienne posągi na Babeldaob w Palau, przypominające moai z Wyspy Wielkanocnej. (PP)
W ciszy przesuwaliśmy się obok wysp, żeby wylądować na ufortyfikowanej Nan Douwas, na której do dzisiaj stoją potężne, bazaltowe mury wysokie na siedem i pół metra, z ogromną, usytuowaną pośrodku krypta grzebalną oraz kącikami przeznaczonymi do medytacji i modlitwy.

Zesztywniali od siedzenia w łódce, wyszliśmy na ląd i stanęliśmy pod olbrzymia ścianą, zastanawiając się, w jaki sposób ogromne kamienne bloki (niektóre z pewnością ważyły wiele ton) zostały wydobyte i dostarczone tu z Sokehs po drugiej stronie Pohnpei (to jedyne miejsce na wyspie, gdzie taki bazalt występuje w sposób naturalny) oraz podniesione i precyzyjnie ustawione we właściwym miejscu.

Wrażenie potęgi i powagi było tak silne, że czuliśmy się mali, przytłoczeni ogromem milczącego muru. Mieliśmy jednak także poczucie szaleństwa, megalomanii nieodłącznie związanej z pomnikami - z "dzikim ogromem starożytnej wspaniałomyślności" - i łączących suię z nimi okrucieństw i cierpień.

Nasz sternik, Robin , opowiedział nam o okrutnych wojownikach, Saudeleurach, którzy podbili Pohnpei i panowali w Nan Madol przez wiele wieków, żądając morderczej daniny w postaci żywności i pracy. Kiedy posiadając tę wiedzę, patrzy się na mury, widzi się je w innym świetle - zdają się ociekać krwią i potem wielu pokoleń. Mimo to, podobnie jak piramidy i Koloseum, mają w sobie również coś wzniosłego.

Nan Madol w zasadzie nie jest znany i w świecie wiedza o nim jest niewiele większa, niż wówczas, gdy O'Connell natknął się na niego przed stu sześćdziesięciu laty. Został wprawdzie zbadany przez niemieckich archeologów na początku XX wieku, ale dopiero w ciągu ostatnich kilku lat zdobyto szczegółową wiedzę na temat tego miejsca i jego historii.

Datowanie metodą węgla radioaktywnego pozwoliło na ustalenie, że ludzie mieszkali tu 200 lat przed naszą erą. Pohnpeiańczycy, rzecz jasna, zawsze znali Nan Madol i ich wiedza obrosła w mity i ustnie przekazywane historie, ale ze względu na to, że miejsce to stanowi tabu i jest uznawane za święte, niechętnie się do niego zbliżają. Ich tradycja obfituje w opowieści o tych, których spotkała przedwczesna śmierć, ponieważ obrazili duchy tego miejsca.

Czuliśmy się nieswojo, kiedy Robin opisywał nam dawne życie w tym mieście. Miałem wrażenie, że zaczyna ono oddychać, ożywać. "Tam są stare doki - powiedział Robin, pokazując na Pahnwi. - Tam jest kamień, o który ciężarne kobiety pocierały swoje brzuchy, żeby zapewnić sobie lekki poród. Tam - pokazał na wyspę Idehd - odbywała się coroczna ceremonia pokutna, której kulminacyjnym momentem było ofiarowanie żółwia dla Nan Samwohl, wielkiego słonowodnego węgorza, będącego pośrednikiem między luźdźmi a ich bogiem".

"Tam na Peikapw, jest magiczna sadzawka, w której rządzący Saudeleurowie widzieli wszystko, co dzieje się na Pohnpei" - mówił dalej Robin. "Wielki bohater Pohnpeiańczyków, Isohkelekel, który w końcu pokonał Saudeleurów, wstrząśnięty widokiem odbitej w wodzie swojej postarzałej twarzy, rzucił się do sadzawki i utonął, będąc przeciwieństwem Narcyza".

Właściwie to pustka, opuszczenie Nan Madol budzi uczucie grozy. Nikt nie wie ani kiedy zostało ono opuszczone, ani dlaczego. Czy biurokracja runęła pod własnym ciężarem? Czy nadejście Isohkelekela położyło kres staremu porządkowi? Czy ostatnich mieszkańców zniszczyła choroba, plaga, zmiany klimatyczne, głód? Czy też może pochłonęło niżej położone wyspy (z których wiele znajduje się obecnie pod wodą)? Czy obawaprzed jakimś dawnym przekleństwem wzbudziła panikę i doprowadziła do zabobonnej ucieczki od tego miejsca starych bogów? Kiedy O'Connell odwiedzi je przed stusześćdziesięciu laty, miasto było opuszczone od stulecia lub dłużej. Wrażenie obcowania z tajemnicą narodzin i upadku kultur oraz nieprzewidywalnych odmian losu sprawiło, że wróciliśmy na stały ląd zamysleni i milczący.

Fragment książki Oliwiera Sacksa "Wyspa daltonistów i wyspa sagowców", Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000.

 
Sprawdź w internecie:
 
Więcej o Nan Madol na stronie Jane Resture (ang.)
 Panorama Nan Madol (plik quicktime'a)
 mapa regionu
 gdzie po wizę
 linki
 
Szara strona raju
Dla ludzi, którzy widzą normalnie, świat bez barw wydaje się piekłem. Ale mieszkańcy mikronezyjskiej wysepki Pingelap są źywymi dowodami na to, źe moźna nie widzieć kolorów, a mimo to mieszkać w raju.

spis treścigdzie po wizęo stroniekontaktenglish